Author Archives: Andrzej "PsychoB" Budzanowski

Soup Filter i Tumblr Hide Fav dostępne na GitHub

Na GitHubie pojawiły się repozytoria dla moich małych skryptów, czyli dla Soup Filter i Tumblr Hide Fav. Oba są dostępne na licencji BSD-3.

Miłego kodowania.

Black Mesa: Source

Pierwsza część Half-Life, jak i cała seria, jest kultowa. Dla mnie także, ponieważ jest to jedna z pierwszych gier w jakie grałem na PC i jakie przeszedłem całe. Na pewno jest ona kultowa dla osób które 10 lat temu postanowiły że odtworzą ją na silniku drugiej części.

Wszystko zaczęło się od tego, że Valve – po wydaniu Half-Life2 – przekonwertowało pierwszą część na silnik drugiej, efekt średnio fanów zadowalał – dlatego, że sam Half-Life: Source nie poprawiał grafiki czy projektu poziomów. Nie wykorzystywał też tego, co oferował wtedy nowy silnik Source – czyli fizyki. Fani wtedy postanowili, że stworzą swoją własną konwersje Half-Life. Mogli zostać zachęceni także tym co powiedział szef Valve Software – czyli Gabe Newell – „[port Half-Life na silniku Source wykonany przez fanów] jest możliwy… ale także nieunikniony„.

black mesa intro

I tak po 8 latach – bo mod został wydany 2012 roku – modyfikacja doczekała się pierwszej publicznej wersji. Niestety nie jest to „pełna” wersja dlatego, że twórcy nie ukończyli jeszcze rozdziału który rozgrywa się na Xenie (czyli ostatniego/ostatnich). Sama gra jest grywalna i oferuje około/ponad 10 godzin rozrywki.

Black Mesa Research Facility

Modyfikacja zaczyna się tak samo jak oryginał – trwającą 10 minut sekwencją jazdy kolejką do swojej pracy. W tym czasie jest nam przedstawiany – poprzez napisy na ekranie – główny bohater, czyli doktor Gordon Freeman, absolwent MIT o specjalizacji Fizyk Teoretyk. A z głośników w kolejce słyszymy informacje o pogodzie, czy też „informacje firmowe”. Dość dobrze komponują się te wiadomości firmowe z tym co widzimy zza szyb kolejki; na przykład gdy z głośników słyszymy informacje o tym jak należy zachowywać się przy promieniowaniu pod nami rozgrywa się scena gdzie z jedne z kadzi wylewa się zielona – pewnie radioaktywna substancja – a dwóch naukowców próbuje się wydostać/coś z tym zrobić.

hl1-blackmesa

Fabuła gry nie zmieniła się w tej modyfikacji – co jest oczywiste, zmieniły się jednak projekty poziomów (albo moja pamięć szwankuje) czyli rozkłady pomieszczeń, rozmieszczenie broni itp. Dodatkowo – jeśli chodzi o broń – „dostajemy” flary znane z pierwszego epizodu. Dostajemy wzięte w cudzysłów, dlatego że jest to przedmiot który nosimy, a nie broń per se.

Oprawa dźwiękowa modyfikacji w dużej części została napisana/zrobiona od nowa – tutaj powodem mogą być kłopoty prawne lub po prostu słaba jakość dźwięku z oryginału. I efekt tego jest bardzo miły dla ucha. Muzyka pojawia się w odpowiednich miejscach, podgrzewając atmosferę. Dźwięki broni, przeciwników jak i dialogi wypadają wiarygodnie. Choć można było by się przyczepić do tego, że głosy wielu postaci są podkładane przez jednego aktora, ale jako że jest to darmowa modyfikacja tworzona w wolnym czasie – można to wybaczyć. A skoro jesteśmy przy muzyce z gry, to można ściągnąć jej soundtrack za darmo.

Sztuczna Inteligencja w tej grze… nie powala. Najczęściej jest to atak typu: Widzisz przeciwnika -> Strzelaj, Nie widzisz przeciwnika -> Znajdź go, ewentualnie czekaj aż do ciebie przyjdzie. Jeśli chodzi zaś o mini-bossy to sytuacja jest podobna, z tą różnicą że należy zrobić coś konkretnego by go ubić.

2012-09-28_00003

Co mi się zaś nie podobało w SI przeciwników to to, że zawsze trafiali. Ja wiem, że to są komandosi do zadań specjalnych, ja wiem że gra powinna być wymagająca, ale jeśli przeciwnik zawsze trafia, a mój strzał mimo że dobrze wycelowałem w przeciwnika, nie trafia. To coś tu jest chyba źle. Nie kuje to tak w oczy, do czasu aż nie dojdzie się do jednej lokalizacji w której gra rzuca w nas n-komandosów. I może faktycznie jestem jakimś niedzielnym graczem, ale jeśli gra nie wymaga ode mnie jakiś zaawansowanych technik związanych z unikami, to trudno mi się przestawić na coś takiego.

2012-10-20_00002

Jeśli już jesteśmy przy strzelaniu, muszę wspomnieć o celowniku. Autorzy postanowili że – najczęściej – będą to cztery piksele na krzyż. I nie przeszkadza to w ciemnych zakątkach laboratoriów Black Mesy, zaczyna to przeszkadzać gdy wyjdziemy na powierzchnie. Problematyczne jest to, że nie widać celownika bo jest za mały i jego kolor jest identyczny jak kolor otoczenia.

Podobny problem – czyli coś zlewało się z otoczeniem – miałem w ostatnich częściach moda, gdy w jednym z hangarów zostałem zaatakowany przez zabójców (albo zabójczynie). Są to szybkie jednostki, ubrane na czarno, jako że kontrast w hangarze nie był najwyższy, miałem trudności z ubiciem tych wrednych przeciwników.

Jednak biorąc pod uwagę całą grę, wrażenie po niej mam bardzo pozytywne. Grę polecam wszystkim, którzy jeszcze w nią nie grali. A nie trzeba nic za tego moda płacić, czy mieć jakiejś płatnej gry na swoim koncie steam. Instrukcje co jest potrzebne by zainstalować grę, można znaleźć tutaj. Zaś samą grę, tutaj.

I tak sobie myślę, pierwszą część Black Mesa: Source, robili oni 8 lat. Ciekawe czy na kolejną część też będziemy musieli tak długo czekać. Wszystko sugeruje, że jednak nie a to dlatego, że dostali się przez Greenlight na Steama, a Valve pozwoliło im na skomercjalizowanie swojej gry. Czyli za pełną wersję trzeba będzie pewnie zapłacić. To teraz tylko na nią trzeba poczekać.

2012-10-20_00007

Aktualizacja Strony

Z kronikarskiego obowiązku informuję wszystkich tutaj zebranych, że zaktualizowałem moją prywatną stronę. Prócz lekko podrasowanego wyglądu strony, dodałem do niej skrypt który pobiera nagłówki z tego bloga i skrypt który pobiera wpisy z mojego twittera – więc w teorii strona powinna być bardziej dynamiczna.

Oprócz tego zaktualizowałem skrypt Tumblr Hide Favorites, który teraz powinien działać na nowej stronie tumblra.

Steganografia

Steganografia to – podając za wikipedią – nauką o komunikacji w taki sposób by obecność komunikatu nie mogła zostać wykryta. W odróżnieniu od kryptografii (gdzie obecność komunikatu nie jest negowana natomiast jego treść jest niejawna) steganografia próbuje ukryć fakt prowadzenia komunikacji.

Read the rest of this entry

Half-Life 2

hl2-logo

Half-Life2, to tak samo jak pierwsza odsłona serii już klasyka gatunku FPS. Gra wydana w 2004 roku, stworzona przez amerykańskie studio VALVE. Do polski trafiła dzięki Electronic Arts ale bez jakiegokolwiek tłumaczenia, ale co najmniej już od 2010 roku na Steamie jest dostępne w polskiej wersji językowej – kinowej.

To że gra zostanie wydana w 2004 roku, nie było jednak pewne a to dlatego, że wyciekła wersja Beta Half-Life2 do internetu. Na szczęście udało się im ukończyć grę i wydać ją w ustalonym przez siebie terminie.

W grze wcielamy się w dr Gordona Freemana, absolwenta MIT który ma doktorat z fizyki teoretycznej. Pewnie jak pamiętamy, w pierwszej części był on jednym z tych którym udało się uciec z laboratoriów Black Mesa po sprowadzeniu z innego świata wszystkich możliwych potworów. To jemu także udało się ubić głównego-złego pierwszej części, jednak zaraz po tym pojawił się G-Man i zaproponował nam pracę. Z tą pracą wiązało się jednak uśpienie nas – co też uroczy G-Man po naszej zgodzie zrobił.

220_screenshots_2013-06-21_00001

Druga część rozpoczyna się od wybudzenia nas z letargu – bo jakże by inaczej – przez G-Mana. Po jego monologu (bo tak samo jak w poprzedniej części G. Freeman nic nie mówi przez cały czas trwania gry), „budzimy się” w kolejce której celem jest Miasto 17 (po angielsku: City 17). Miasto w którym przesiaduje główny zły tej części – Dr Breen – jak się później okazuje nadzorca laboratoriów Black Mesa z czasów gdy „My” tam pracowaliśmy.

Tak samo jak w poprzedniej części, gra nie daje nam od razu broni do ręki i nie każde wybijać wszystkiego co się rusza. Przez parę pierwszych minut trzeba przejść się po mieście i dowiedzieć co się tak naprawdę tutaj dzieje. A dzieje się źle, kombinat (czyli przydupasy głównego złego) terroryzują wszystkich i wszystko, a jeśli tobie się taki stan rzeczy nie podoba to i Tobie się dostanie, z resztą nawet jeśli ci się to podoba to może się tobie oberwać.

Całe to przedstawienie należy zaliczyć na plus grze, dlatego że nikt nam nie mówi tego wprost tylko musimy się wszystkiego domyśleć.

Jak można się domyślić, szybko zostajemy wkręceni w Ruch Oporu – nie możemy oczywiście zaprotestować dlatego, że dr G. Freeman jest niemy. A po tym już sprawy toczą się szybko, dowiaduje się o tym główny zły i wysyła za nami swoich przydupasów. Musimy mieć czym walczyć, dlatego też musimy dostać broń.

2013-06-22_00004

Pierwszą naszą bronią jaką dostaniemy jest – znany z poprzedniej części łom. Prócz tego dostajemy praktycznie standardowy zestaw broni: pistolet, karabin, lepszy karabin, kusze, rewolwer, shotgun, wyrzutnie RPG i granaty. Ale dostajemy także dwie niestandardowe bronie: pierwszą jest wabik – czyli odpowiednik snarków z pierwszej części – który służy jak nazwa wskazuje do wabienia, a co on wabi można się spytać? Takie fajne stworzenia jak Antliony – ale niestety nie jest on dostępny przez całą rozgrywkę tylko przez jeden/dwa rozdziały. Drugą specjalną bronią jest coś co nazywa się Gravity Gun, czyli działo grawitacyjne – albo jak chce gra: Manipulator pola energii punktu zerowego. Owo działo grawitacyjne pozwala nam na podnoszenie, przenoszenie i rzucanie przedmiotami – co jak sugeruje logika to ostatnie najbardziej przydaje się w walce z wszelkiej maści złem które trzeba w tym świecie wyeliminować. Same bronie brzmią i działają „realistycznie” – czyli na ekranie pojawi się to czego oczekujemy po danej broni a w głośnikach zabrzmi odpowiedni dźwięk.

Jeśli chodzi o muzykę, to gra aktywuje dźwięki tylko w zaplanowanych przez autorów miejscach – co IMO potęguje akcje w danych momentach i nie przeszkadza że nie ma jakiejś generycznej muzyki w tle non-stop. Sama muzyka to jest tak zwana muzyka elektroniczna – czy jak ją ludzie nazywają. Można sobie ją przesłuchać między innymi tutaj.

220_screenshots_2013-06-22_00006

Rozgrywka w grze polega przede wszystkim na eksterminowaniu przeciwników wrogo nastawionych przeciwko nam, przejściu do kolejnego segmentu mapy, rozwiązanie jakiejś prostej „zagadki” – przeciągnij wajchę, przekręć zawór itp. i przejście do innego segmentu z przeciwnikami. Chociaż jeśli chodzi o zagadki to czasami zdarzają się „trudniejsze” oparte na fizyce, jak na przykład: by przejść dalej trzeba dostać się półki położonej wyżej, nie można do niej doskoczyć. Ale obok jest huśtawka, dlatego należy jeden z końców dociążyć i po tak skonstruowanej rampie przejść dalej. Zagadki nawet jeśli wykorzystują fizykę to nie są trudne.

Jeśli zaś chodzi o przeciwników, na maksymalnym poziomie trudności nie byli oni dużym wyzwaniem, nie uciekali od granatów – nawet jeśli rzuciło się go przeciwnikowi pod nogi. Sami z siebie nie wykorzystywali elementów otoczenia – takich jak wybuchające beczki, fizykę czy inne. Pisze sami z siebie, dlatego że jeśli już wróg zaczął reagować na otoczenie to tylko dlatego że odpaliliśmy jakiś skrypt który ich do tego zmuszał.

W końcowych rozdziałach dowodziliśmy małym oddziałem Antlionów (te wcześniej) jak i rebeliantów (oni później). To co mnie przy nich bolało, to to że byli idiotami, czasami sam chciałem ich wybić ale no niestety to się nie udawało (jeśli chodzi o rebeliantów, antliony można było mordować do woli). Co mnie się u nich nie podobało? Ciągle blokowali drogę, nie można było się szybko poruszać unikając ataku wroga, jeśli ciągle wchodziło się na „przyjaciół”. Jeśli zaś chodzi o siłę ognia to należy oddać antlionom że byli oni bardzo przydatni, ale już np: rebelianci nie bardzo. Zazwyczaj można było tylko czekać aż zabije ich jakiś granat lub wróg.

2013-06-22_00002

Na plus grze można także zaliczyć jej długość i różnorodność. Ja – i jest to chyba moje trzecie przejście tej gry – ukończyłem ją w 14,2h (jak podaje steam), ale tutaj należy wziąć pod uwagę że był to tak zwany: Achivement Run, czyli że próbowałem zrobić jak najwięcej osiągnięć, co mi się udało.

Jeśli zaś chodzi o jej różnorodność, to z terenów mamy do dyspozycji Miasto 17, jego toksyczne kanały – przez które musimy podróżować poduszkowcem, miasto zombie „Ravenholm”, autostradę przez którą podróżujemy prowizorycznym samochodem czy też więzienie „Nova Prospekt”. No i oczywiście na samym końcu trzeba przejść przez cytadele. Jeśli zaś chodzi o przeciwników, mamy 3 rodzaje headcrabów (zwykły, szybki i toksyczny), 3 rodzaje zombie (tak jak headcrab), 3 rodzaje przydupasów kombinatu (żołnierz, elita i snajper), pojazd APC (pojazd opancerzony), kanonierkę (latająca wredota), strider (takie trójnogie cóś), antliony i Strażnik Antlionów (Antlion Guard) – i tych wszystkich przeciwników będziesz musiał ubić.

Na sam koniec, ja mogę tę grę Wam polecić. Mimo że już przeszedłem ją trzy razy, to i tak mam zamiar do niej jeszcze kiedyś wrócić. Nie jest to oczywiście koniec „sagi” Half-Life2, dlatego że chciałbym tutaj jeszcze opisać Epizod 1 i Epizod 2 i może nawet upragniony 3 i 4, ale to w przyszłości mam nadzieje niedalekiej.

Zadanie na Programowanie Systemowe II

Na Programowaniu Systemowym zostało nam zadane kolejne zadanie, jako że oddałem je jako jeden z pierwszych – a wydaje mi się że wśród kolegów z grupy będzie na niego popyt – postanowiłem że je udostępnię tutaj. Przede wszystkim dlatego by poinformować że jeszcze żyje i aktualizuje tego bloga.

Na sam początek zadanie:

Utworzyć 3 procesy pomiędzy którymi będzie zachodziła komunikacja (łącza nazwane). Pierwszy proces jest interfejsem użytkownika. Użytkownik podaje w nim dwie liczby i wybiera działanie arytmetyczne. Te dane przesyłane są do procesu obliczeniowego w którym obliczana jest wartość wyrażenia. Wynik jest przesyłany do trzeciego procesu, który wyświetla wynik. Każdy proces używa osobnego terminala.

Read the rest of this entry

Walka z Ubuntu

Słowo ‚Walka’, dobrze opisuje to co trzeba robić by sprawić by ten system i aplikacje do niego dołączone były, może nie dostosowane (o czym ja marzę), ale sprawnie działały.

Na co dzień, normalnie korzystam z aplikacji Open Source. Jest to związane z moim przyzwyczajeniem do nich, z tym że nie stać mnie na kupno „wychwalanej pod niebiosa” komercyjnej alternatywy i na końcu dlatego że aplikacje typu Open Source są często lepsze niż ich zamknięte alternatywy (np: Kadu jest o niebiosa lepsze niż Gadu Gadu, choćby ze względu na to że nie ma reklam).

Problemem jednak z przejściem z wersji Windowsowych na wersje Linuksową jest historia i ewolucja tych systemów. Przykładem może być to że w Serwerze X – czyli w graficznym interfejsie użytkownika – domyślną akcją przypisaną pod środkowy przycisk myszy jest: wklejanie tekstu znalezionego w schowku. Wygodne co nie? Szczególnie gdy pisze się tekst na bloga i nie wie się, że za każdym razem gdy przewija się tekst w górę czy to w dół – dodaje nam się cokolwiek mieliśmy w schowku.

Zresztą o Firefoxie na Ubuntu można by napisać więcej. Np, podczas instalacji miałem opcje by zaimportować moje dokumenty/opcje itp do Ubuntu. Jako, że mi mój katalog Moje Dokumenty nie jest potrzebny w dwóch kopiach, postanowiłem zaimportować tylko ustawienia Firefoxa. I po instalacji się okazało że nic się nie zaimportowało. Well done Canonical.

Chciałem mieć moje ustawienia jednak zaimportowane więc postanowiłem skorzystać z wynalazku Mozilli, który nazywa się: Firefox Sync. Z lekką obawą zastanawiałem się czy uda mi się wysłać na serwery Mozilli cały mój katalog z profilem firefoxa który zajmuje grubo ponad pół gigabajta. Jednak udało się Mozilli zmieścić to wszystko w zaledwie dwóch megabajtach – brawo.

Gdy jednak zacząłem synchronizować mój profil linuksowy z zapisanym profilem windowsowym, okazało się że nie wszystkie dane się zsynchronizowały. Brakowało wszystkich ustawień dodatków – naprawdę jeśli synchronizujemy dodatki, to wypada zsynchronizować też ich opcje – jak i nie wiem dlaczego niektóre z opcji które sobie ustawiłem na Windowsie nie dotarły one na Linuksa, albo zostały nadpisane przez domyślnie ustawienia. Ja się pytam dlaczego? Jeśli już w Firefoxie jest coś takiego jak about:config, to chyba należy zsynchronizować wszystkie jego wartości, bo chyba Ja tak je ustawiłem. Po co mi synchronizacja, która nie synchronizuje ustawień przeglądarki pomiędzy systemami operacyjnymi?

Zostawmy jednak Firefoxa, przejdźmy do samego interfejsu systemu. Można go podsumować dwoma wyrazami: Unity ssie. Można też dodać że bardzo. Nie jest to kompletna porażka jak lolmetro na Windowsie 8, ale nie jest to coś z czego bym chciał korzystać na co dzień.

Co mi tutaj nie pasuje? Po pierwsze pasek menu aplikacji który wzorem idiotycznego UI MacOsa został przeniesiony na stałe na górę ekranu. Prócz paska menu został tam przeniesiony także pasek tytułowy, jednak by nie marnować miejsca został on przeniesiony w to samo miejsce gdzie jest teraz pasek menu aplikacji. I możecie mi zaufać nie jest to wygodne rozwiązanie.

Unity pasek menu

Bardzo ciekawie to wygląda gdy mamy więcej okien na pulpicie, bo wtedy pasek menu/pasek tytułu jest tylko dla tego które jest aktualnie aktywne. Ciekawie więc wygląda to w GIMPie, w którym jeśli aktywne jest jedno z jego miliarda okien – i nie jest to okno główne – to na górze pojawi nam się tylko tytuł tego małego okna.

To wymuszanie by aplikacje miały pasek menu/pasek z tytułem na samej górze ekranu jest o tyle dziwne, że np: programy pisane w Javie, czy przy pomocy biblioteki Qt (które same sobie rysują interfejs) i tak będą miały pasek menu w normalnym miejscu.

Innym problemem z Unity jest konfiguracja – jeśli myślisz że znajdziesz konfiguracje unity w Ubuntowskim panelu sterowania, to jesteś w błędzie. By dostać się do opcji środowiska Unity, należy wpisać ccsm. Dopiero wtedy dostaniemy możliwość trochę lepszego dostosowania interfejsu do siebie.

Znajdują się tam tak zaawansowane opcje jak np: Zmiana skrótów klawiszowych, dodanie nowych wirtualnych pulpitów itp.

Pisząc o Linuksie nie można nie wspomnieć linii poleceń, która jest tutaj o niebo lepsza niż ta z Windowsa. Wszystko co można zrobić w interfejsie graficznym, przez różnego rodzaje aplikacje graficzne, można też zrobić przez linie poleceń. Najczęściej też można zrobić to szybciej niż wyklikując sobie drogę.

I mówiąc szczerze, jeśli ktoś chce wykorzystywać potęgę Linuksa, będzie musiał zaprzyjaźnić się z tym narzędziem. Bo wiele czynności będzie można wtedy wykonać szybciej. Dla przykładu jak szybko na Linuksie, używając „Centrum Oprogramowania Ubuntu”, można zainstalować serwer apache+php+mysql. W linii poleceń można wklepać jedną linijkę:

sudo apt-get install apache2 php5 libapache2-mod-php5 mysql-server libapache2-mod-auth-mysql php5-mysql

Co jest IMO wygodniejsze niż znajdywanie wszystkiego po kolei w Centrum Oprogramowania i klikania Instaluj. Jednym z minusów takiego rozwiązania jest jednak to, że należy znać nazwę poprawnego pakietu i dany pakiet musi istnieć w repozytorium. Dla przykładu najnowszej Javy tam nie znajdziecie – ale dobrze że są inne sposoby.

Repozytoria z oprogramowaniem to jest jedna z tych rzeczy których użytkownik Windowsów może zazdrościć użytkownikom Linuksów. Dlaczego? Bo dostają gratis: aktualizacje wbudowane w system, zależności między aplikacjami – czyli jeśli aplikacja A, potrzebuje aplikacji B to podczas instalacji aplikacji A zostaną one zainstalowane obie. Coś podobnego ma – chyba – wprowadzić Windows Store który będzie wybudowany w Windows 8.

Z tym całym systemem pojawia się pewna niedogodność, co się stanie jeśli zainstalujemy nowy program nie poprzez system pakietów, ale np: poprzez rozpakowanie archiwum, na przykład w repozytoriach Ubuntu nie ma aktualnej wersji Netbeansa (w repozytorium jest 7.0.1, a najnowsza to 7.2). By zainstalować jego najnowszą wersje, trzeba ściągnąć go ze strony projektu. Powoduje to, że wszystkie potrzebne zależności (w tym przykładzie Netbeans potrzebuje mieć Javę) musimy MY zainstalować.

Ale też można założyć taką sytuacje: instalujemy pakiet A, który jako swoje zależności instaluje pakiet B. Gdy teraz zainstalujemy nie poprzez mechanizm pakietów nowy program, który potrzebuje do działania pakiet B, to dopóki pakiet A jest zainstalowany – nowy program będzie działać. Jeśli jednak usuniemy pakiet A, to program do zarządzania pakietami sprawdzi że żaden inny program nie potrzebuje już pakietu B i usunie go.

Nie jest to oczywiście błąd samego Linuksa, tylko autora programu który źle rozprowadza swoją aplikację. Taka sytuacja też nie powinna się zdarzyć jeśli wszystko będziemy instalować z repozytoriów.

Kolejnym plusem systemu jest też możliwość korzystania z wielu pulpitów. Jest to chyba jedna z bardziej rozpoznawalnych funkcjonalności Linuksa. Możliwość trzymania wszystkich aplikacji nie na jednym pulpicie tylko na kilku. IMO bardzo wygodne rozwiązanie. Bo nie trzeba szukać gdzie mamy jakąś aplikację, tylko wiemy że dla Firefoxa jest przeznaczony środkowy pulpit.

Minusem jest tutaj podstawowa konfiguracja Unity, dzięki której przy pomocy ALT+TAB można przełączać się tylko do programów na aktualnym pulpicie. Nie wiem też czy jest (może ta opcja jest ukryta), czy można wymusić by dana aplikacja zawsze była uruchamiana na konkretnym pulpicie? Ja niestety takiej opcji nie znalazłem. A wydaje mi się że GNOME coś takiego miał.

To tyle jeśli chodzi o walkę, następny wpis najprawdopodobniej będzie mówił coś o konfiguracji Ubuntu.

2012 na blogu

Mówiąc, albo raczej pisząc, szczerze nie miałem zamiaru robić żadnych podsumowań roku 2012, bo po co? Niewiele się na tym blogu wydarzyło przez ten czas, a moje prywatne życie i tak by nikogo nie zainteresowało. Będąc szczerym nie miałem zamiaru pisać czegokolwiek z okazji Sylwestra czy też Nowego Roku.

Jednak jako że sam WordPress.com przygotował takie podsumowanie grzechem było by go nie wykorzystać.

Na stronie podsumowania można się dowiedzieć, że w roku 2012 mój blog został odwiedzony 5 400 razy. Podana jest także ciekawostka: Na Mt. Everest w 2012 weszło 600 osób. Jeśli każda która weszła na szczyt słynnej góry odwiedziła mój blog, to zajęło by to 9 lat by wygenerować taki ruch.

Podsumowanie można znaleźć tutaj: https://psychobpl.wordpress.com/2012/annual-report/.

Nowa wersja Soup Filter i aktualizacja strony

Kolejna aktualizacja Soup Filtera, tym razem została dodana obsługa mało znanej, niszowej przeglądarki jaką jest Opera. Okazało się to łatwiejsze niż przypuszczałem, dlatego że wystarczyło zmienić jedną linię w kodzie.

Prócz tego – kontynuując tradycję – skrypt został przepisany. A że nie jest to coś wielkiego nie zajęło to dużo czasu. Zastanawiałem się także czy nie wykorzystać do tego Coffee Script, ale uznałem że raczej nie warto. Byłby to raczej przerost formy nad treścią.

Nowa wersja dodaje wsparcie dla wyżej wymienionej Opery i to tyle z ważniejszych funkcji. Skrypt można znaleźć oczywiście na jego stronie.

A skoro już mowa o mojej stronie, to ona też się trochę zmieniła. Zostały dodane cytaty/motta – na wzór sekcji która była we wcześniejszych odsłonach strony. Prócz tego została jeszcze odświeżona „szata graficzna” strony z której można ściągać skrypt Soup Filter.

I to by było na tyle.

PS: Najprawdopodobniej za tydzień zaczną pojawiać się ciekawsze posty – przynajmniej taką mam nadzieję.

Walka z Ubuntu – instalacja i konfiguracja

Jak się pewnie niektórzy domyślają, nadchodzą mroczne czasy dla właścicieli PCtów. Jednym z sygnałów, jest nowa wersja systemu operacyjnego Windows o numerze 8. Można by się spytać, dlaczego jest to zwiastun zarazy? Jest nimi parę rzeczy, po pierwsze nowy interfejs który ma w przyszłych wersjach zastąpić standardowy pulpit, Metro. Po drugie, jest nim integracja z chmurą (microsoftową) – pomyślcie, by skorzystać ze swojego peceta, musicie zalogować się do chmury. Ale o tym będzie w niedalekiej przyszłości, kiedy to najnowsze dziecko Microsoftu pojawi się w repozytorium MSDN AA politechniki.

Co ma to do Ubuntu? Ma to jedną zasadniczą część wspólną. Gdy już nie będzie odwrotu, gdy już starsze Windowsy nie będą obsługiwane (bo sterowniki itp). Warto będzie mieć drogę ucieczki w inny system operacyjny. Bo o ile w opowieściach, wędrówka w nieznaną może być interesująca, to jeśli chodzi o komputery – to może nie być już takie fascynujące.

Jako swoją dystrybucje, którą będę teraz męczyć, wybrałem Ubuntu, którego mottem jest: „Linux for human beings„, czyli Linuks dla ludzi. Wybrałem tą dystrybucje dlatego, że jest polecana nowicjuszom (ja mam jakieś doświadczenie z Linuksem, ale nie takie by np: zainstalować Gentoo z linii poleceń), posiada ona wsparcie dużej firmy (a nie jest tworzona w garażu przez pasjonatów) i w sieci jest dużo materiałów How To. Więc jest to idealna dystrybucja dla ludzi którzy chcą poznać linuksa.
Read the rest of this entry